Wyleczona Panna Ola.

Od kilku dni próbuję być optymistką. A raczej…próbuję nie dopuścić do znalezienia się w stanie spoczynku i depresji. Mam z nią problem. Pożera mnie i wstrzymuje każdy mój ruch od wielu lat. Ale koniec z tym. Nigdy nie próbowałam z nią walczyć,  zawsze poddawałam się przy pierwszych jej syndromach. Kładłam się do łóżka i myślałam, że minie samo. I w końcu mijało. Po kilkunastu dniach… Dosyć tych zmiennych nastrojów, łez i pogrążania się w smutku. Teraz już wiem, że nie wystarczy przeczekać. Trzeba coś robić, zapobiegać, działać. Mam inne podejście. Jestem inną osobą, widzę to. Kiedyś nie myślałam w ten sposób, nie myślałam że z tymi stanami można coś zrobić. A teraz? Kiedy tylko czuję, że przychodzi przygnębienie, zaczynam kombinować, wymyślać sobie zajęcia, organizować czas. To pewien krok do przodu. Jestem z siebie dumna. I nawet chyba te złe dni przychodzą coraz rzadziej..Taki akurat nadszedł w poniedziałek. I wiecie co? Dałam z nim radę. Zawalczyłam. I jednak skończył się wspaniale. Usiadłam przed komputerem, włączyłam facebooka i napisałam wiadomość do pewnej sympatycznej duszyczki z uczelni. Co mi szkodzi? Najwyżej odmówi. A ja wyjdę znów na kretynkę. Ale nie. Ania to świetna dziewczyna. Poszłyśmy razem na łyżwy. Pierwszy raz w życiu byłam na łyżwach! :-) I wiecie co?  Nie przewróciłam się ani razu, a nawet więcej…bawiłam się świetnie:) Potem poszłyśmy na coś do picia do galerii i tak skończył się ten dzień. Nastroił mnie na kilka następnych. Wiem już to. Wiem, że nie można się poddawać. Trzeba walczyć, robić coś. Tak żałuję tych wszystkich straconych dni w moim życiu, kiedy przykrywałam głowę kocem i chowałam się przed światem. Straciłam tak wiele momentów na zamartwianie się i przekonanie, jak bardzo jestem beznadziejna. Nadal tak uważam:) Ale teraz wiem, że mogę coś z tym zrobić, a przynajmniej postarać się coś zrobić. Teraz jest mi łatwiej. Mam rysowanie, mam bloga, mam Was…I choć jestem sama, nikogo bliskiego w okół nie ma…Kiedyś czułam się o wiele bardziej samotna. A więc wyleczona z depresji?..Hmm..Niezupełnie, lecz teraz wiem jak z nią walczyć. Wiem, że można zrobić „coś” ze swoim życiem. I Wy też możecie!

Wyleczona z miłości..? Może. Wiem jedno. Nie myślę o Nim już w każdej jednej sekundzie, przestaje pomału szukać Go na ulicach. I uwaga! Obudziłam się dziś w nocy, nie  mogłam spać. Zaczęłam myśleć. Wzięłam telefon do ręki i pousuwałam wszystkie Jego numery. To był już krok ostateczny. ( Nie, nie znam ich na pamięć ;-) ). Więc nie podkusi mnie więcej żeby napisać, zadzwonić, puścić sygnał, wysłać pustego sms-a. To koniec. Koniec. Koniec. Koniec. Czuję się wolna. Wreszcie nawet kiedy jestem smutna nie myślę o Nim. Pewnie nie raz jeszcze mi się zdarzy…ale czuję, jak nigdy dotąd, że poradziłam sobie z tym uczuciem, że umiem go kontrolować. Wiem teraz, już na pewno, że On mnie nie potrzebuje, że ja jestem dla Niego nikim, że te dwa lata były dla Niego niczym, i że nigdy mnie nie kochał. Nie będę nic zmieniać. Niech tak zostanie. Jestem szczęśliwa. Już za Nim nie tęsknię.

Szkoda tylko, że nie wyleczona z comiesięcznych bólów. I to mógłby być jeden powód, dla którego tęsknie za czasem z A. Wtedy brałam hormony i nie pamiętałam o tym uczuciu, które teraz po ich odstawieniu atakuje mnie z podwójną siłą. Każdy mówi: „Nic nie zrobisz, jak urodzisz dziecko to Ci przejdzie..”. Czyli co, mam się jeszcze męczyć, skręcać z bólu i mdleć przez kilka lat, a może kilkanaście lat? Byłam u lekarza. Zalecił brać nospę. Nic innego nie może mi przepisać. Byłam u drugiego, stwierdził, że nospa zawsze pomaga. To ich się powinno leczyć nospą na głowę…Nic mi nie pomaga, żadne leki, kompresy, ćwiczenia, masaże. Po prostu umieram. I jak już wiem, że ten dzień ma nadejść…Czemu kobiety muszą tak cierpieć? Co my takiego zrobiłyśmy? W takich chwilach mam dość mojego ciała, siebie samej. I jak tu walczyć z depresją?…Brałam kiedyś ketonal. I był to złoty środek. Niestety, nie ma mi już kto go wypisać, nikt nie chce tego zrobić…Co za popaprany kraj. Przecież to nie narkotyk, a zwykły lek przeciwbólowy. Nie wiem już co mam ze sobą zrobić, to jest nie do wytrzymania…Marzę, żeby ten dzień się skończył. A jutro będzie nowy, lepszy. Dziś jestem przykuta do łóżka. Jednak nie z powodu bólu psychicznego, lecz fizycznego. A może by wyjść tak na spacer? Może jak zacznę się ruszać to mi przejdzie…? Nie mam już na to sposobów. Chyba i tak daleko nie dojdę..

No ale nic. Jakoś przeżyję,  to nie pierwszy raz i nie ostatni. Najważniejsze, że w głowie wszystko na swoim miejscu ;-) Trzymajcie się!

P.S. Piękna piosenka! Musicie jej posłuchać, aż łza kręci się w oku…O silnych kobietach, takich jak my. Lubię piosenki o silnych kobietach.


„A jeśli to za dużo – to wszystko, co proszę,
Daj mi, Boże, to jedno, tylko najważniejsze:
Co nie zna nienawiści, nie płonie od gniewu…
Kyrie Eleison, daj mi nowe serce!…
Proszę, daj mi nowe serce, daj mi nowe, nowe serce…
Proszę, daj mi nowe serce…”

Ten wpis został opublikowany w kategorii Miłość, Przemyślenia, Wiara, Życie, Życie codzienne i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Wyleczona Panna Ola.

  1. arwena159 pisze:

    Po pierwsze cieszę się, że udaje Ci się jakoś iść do przodu i nie rozpamiętywać tego co było… nie rób tylko tego co ja zrobiłam wczoraj… http://botakaja-blog-pl.blog.pl/2014/02/18/houston-mamy-problem/
    Po drugie apropos tych ciężkich dni, łącze się w bólu, bo mnie też często skręca… jak już czasem nie mogę wytrzymać to ja kładę się na podłodze a nogi opieram o łóżko, podsuwam się maksymalnie do łóżka tak by moje ciało jak najbardziej tworzyło literę „L”, oczywiście masuję przy tym podbrzusze… ból nie przechodzi ale nieco maleje…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>