Czy można umrzeć na katar?…

Przekleństwo! Tak długo już nie chorowałam, że zapomniałam jak to jest być przykutą do łóżka przez bóle wszystkich mięśni, tkanek, komórek..Bolą mnie nawet włosy!:P Dobrze przynajmniej, że to choróbsko dopadło mnie teraz, a nie podczas zaliczeń, przynajmniej mam na nie czas. I jest poniekąd usprawiedliwieniem wylegiwania się w łóżku całymi dniami..:) Naprawdę jest kiepsko, prawie nie mówię, nie mogę oddychać, ruszać się. Ale dam radę, to tylko grypa- nie z takimi rzeczami dawałam sobie w życiu radę! Mimo to co zaszkodziło by mamie, gdyby pozwoliła mi się kurować w spokoju, wyszła z psem na spacer, czy podała gorącą herbatę do łóżka…W zamian za to mam pobudkę o siódmej rano : „Pies chce na dwór!!”. No i to by było na tyle. Nie oczekuję żadnej pomocy. Mała jak zwykle jest rozbiegana, więc muszę zapinać ją na smycz by załatwiła czym prędzej swoje potrzeby i wracała ze mną do łóżka. Ona też musi się troszkę przemęczyć. Ale jak tylko wyzdrowieję i zrobi się cieplej- wynagrodzę jej to;) Wczoraj uległam temu proszącemu spojrzeniu, poszłyśmy do parku i jak zwykle wróciłam w przemoczonych butach, dziś już nie mogłam wstać z łóżka..Ale czego nie robi się dla miłości!:)

A więc walentynki spędzę romantycznie…w łóżku. Niestety zamiast z boską kopią Brada Pitta, jedynie z grypą;) W końcu…nawet jeśli byłabym zdrowa spędziłabym je samotnie, a Brad Pitt w cale nie jest w moim typie, więc nie ma czego żałować:) No może urządzę sobie takie pojedyncze walentynki z butelką czerwonego wina i dobrą muzyką…Oooo tak:) To jest to czego mi teraz trzeba! Dobry plan;) Mam nadzieję, że Wasze będą o wiele bardziej atrakcyjne.

Trzymajcie się i nie zapominajcie by brać z życia jak najwięcej, lecę dokończyć nowy rysunek. Jak skończę, pokażę:) Niech będzie On dedykacją dla zmarłego wczoraj w nocy wykładowcy języka angielskiego, którego w ciągu jednego semestru niestety nie miałam okazji poznać bliżej, ale był to najbardziej spontaniczny, wesoły, uśmiechnięty, pozytywny człowiek jakiego w życiu dane było mi spotkać. Zaczynać z Nim zajęcia w poniedziałek rano to było tak, jakby wstrzyknąć sobie zapas endorfin na cały tydzień..Szkoda, że tacy ludzie odchodzą przedwcześnie.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Przemyślenia, Życie, Życie codzienne i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Czy można umrzeć na katar?…

  1. Antonia pisze:

    kuruj się. leż w łóżku. wypoczywaj bo z grypą nie ma żartów. 14 lutego spędzisz w łóżku – jak romantycznie. chociaż ja bym nawet kijem nie tknęła Brada Pitta – dla mnie jest aseksualny. co innego Hugh Jackman – tego bym nie wyrzuciła, powiem więcej – nie wypuściłabym go aż do roku 14 lutego 2015 albo nigdy.
    jak już wyzdrowiejesz to mam nadzieję na nowe rysunki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>