Wyleczona Panna Ola.

Od kilku dni próbuję być optymistką. A raczej…próbuję nie dopuścić do znalezienia się w stanie spoczynku i depresji. Mam z nią problem. Pożera mnie i wstrzymuje każdy mój ruch od wielu lat. Ale koniec z tym. Nigdy nie próbowałam z nią walczyć,  zawsze poddawałam się przy pierwszych jej syndromach. Kładłam się do łóżka i myślałam, że minie samo. I w końcu mijało. Po kilkunastu dniach… Dosyć tych zmiennych nastrojów, łez i pogrążania się w smutku. Teraz już wiem, że nie wystarczy przeczekać. Trzeba coś robić, zapobiegać, działać. Mam inne podejście. Jestem inną osobą, widzę to. Kiedyś nie myślałam w ten sposób, nie myślałam że z tymi stanami można coś zrobić. A teraz? Kiedy tylko czuję, że przychodzi przygnębienie, zaczynam kombinować, wymyślać sobie zajęcia, organizować czas. To pewien krok do przodu. Jestem z siebie dumna. I nawet chyba te złe dni przychodzą coraz rzadziej..Taki akurat nadszedł w poniedziałek. I wiecie co? Dałam z nim radę. Zawalczyłam. I jednak skończył się wspaniale. Usiadłam przed komputerem, włączyłam facebooka i napisałam wiadomość do pewnej sympatycznej duszyczki z uczelni. Co mi szkodzi? Najwyżej odmówi. A ja wyjdę znów na kretynkę. Ale nie. Ania to świetna dziewczyna. Poszłyśmy razem na łyżwy. Pierwszy raz w życiu byłam na łyżwach! :-) I wiecie co?  Nie przewróciłam się ani razu, a nawet więcej…bawiłam się świetnie:) Potem poszłyśmy na coś do picia do galerii i tak skończył się ten dzień. Nastroił mnie na kilka następnych. Wiem już to. Wiem, że nie można się poddawać. Trzeba walczyć, robić coś. Tak żałuję tych wszystkich straconych dni w moim życiu, kiedy przykrywałam głowę kocem i chowałam się przed światem. Straciłam tak wiele momentów na zamartwianie się i przekonanie, jak bardzo jestem beznadziejna. Nadal tak uważam:) Ale teraz wiem, że mogę coś z tym zrobić, a przynajmniej postarać się coś zrobić. Teraz jest mi łatwiej. Mam rysowanie, mam bloga, mam Was…I choć jestem sama, nikogo bliskiego w okół nie ma…Kiedyś czułam się o wiele bardziej samotna. A więc wyleczona z depresji?..Hmm..Niezupełnie, lecz teraz wiem jak z nią walczyć. Wiem, że można zrobić „coś” ze swoim życiem. I Wy też możecie!

Wyleczona z miłości..? Może. Wiem jedno. Nie myślę o Nim już w każdej jednej sekundzie, przestaje pomału szukać Go na ulicach. I uwaga! Obudziłam się dziś w nocy, nie  mogłam spać. Zaczęłam myśleć. Wzięłam telefon do ręki i pousuwałam wszystkie Jego numery. To był już krok ostateczny. ( Nie, nie znam ich na pamięć ;-) ). Więc nie podkusi mnie więcej żeby napisać, zadzwonić, puścić sygnał, wysłać pustego sms-a. To koniec. Koniec. Koniec. Koniec. Czuję się wolna. Wreszcie nawet kiedy jestem smutna nie myślę o Nim. Pewnie nie raz jeszcze mi się zdarzy…ale czuję, jak nigdy dotąd, że poradziłam sobie z tym uczuciem, że umiem go kontrolować. Wiem teraz, już na pewno, że On mnie nie potrzebuje, że ja jestem dla Niego nikim, że te dwa lata były dla Niego niczym, i że nigdy mnie nie kochał. Nie będę nic zmieniać. Niech tak zostanie. Jestem szczęśliwa. Już za Nim nie tęsknię.

Szkoda tylko, że nie wyleczona z comiesięcznych bólów. I to mógłby być jeden powód, dla którego tęsknie za czasem z A. Wtedy brałam hormony i nie pamiętałam o tym uczuciu, które teraz po ich odstawieniu atakuje mnie z podwójną siłą. Każdy mówi: „Nic nie zrobisz, jak urodzisz dziecko to Ci przejdzie..”. Czyli co, mam się jeszcze męczyć, skręcać z bólu i mdleć przez kilka lat, a może kilkanaście lat? Byłam u lekarza. Zalecił brać nospę. Nic innego nie może mi przepisać. Byłam u drugiego, stwierdził, że nospa zawsze pomaga. To ich się powinno leczyć nospą na głowę…Nic mi nie pomaga, żadne leki, kompresy, ćwiczenia, masaże. Po prostu umieram. I jak już wiem, że ten dzień ma nadejść…Czemu kobiety muszą tak cierpieć? Co my takiego zrobiłyśmy? W takich chwilach mam dość mojego ciała, siebie samej. I jak tu walczyć z depresją?…Brałam kiedyś ketonal. I był to złoty środek. Niestety, nie ma mi już kto go wypisać, nikt nie chce tego zrobić…Co za popaprany kraj. Przecież to nie narkotyk, a zwykły lek przeciwbólowy. Nie wiem już co mam ze sobą zrobić, to jest nie do wytrzymania…Marzę, żeby ten dzień się skończył. A jutro będzie nowy, lepszy. Dziś jestem przykuta do łóżka. Jednak nie z powodu bólu psychicznego, lecz fizycznego. A może by wyjść tak na spacer? Może jak zacznę się ruszać to mi przejdzie…? Nie mam już na to sposobów. Chyba i tak daleko nie dojdę..

No ale nic. Jakoś przeżyję,  to nie pierwszy raz i nie ostatni. Najważniejsze, że w głowie wszystko na swoim miejscu ;-) Trzymajcie się!

P.S. Piękna piosenka! Musicie jej posłuchać, aż łza kręci się w oku…O silnych kobietach, takich jak my. Lubię piosenki o silnych kobietach.


„A jeśli to za dużo – to wszystko, co proszę,
Daj mi, Boże, to jedno, tylko najważniejsze:
Co nie zna nienawiści, nie płonie od gniewu…
Kyrie Eleison, daj mi nowe serce!…
Proszę, daj mi nowe serce, daj mi nowe, nowe serce…
Proszę, daj mi nowe serce…”

Opublikowano Miłość, Przemyślenia, Wiara, Życie, Życie codzienne | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , | 1 komentarz

www.szukamfaceta.pl :)

Pewnie chcecie wiedzieć czy poszłam na tą randkę i jak minęły moje walentynki…. ;-)

Hmm…tak, spotkałam się z tym chłopakiem:) Pomyślałam..w sumie co mi szkodzi, jestem sama, nikt nie może mnie ograniczać, kontrolować, powinnam wyjść do ludzi, troszkę ruszyć się z miejsca. Tylko, że…poznałam go za pośrednictwem internetu :-) To głupie. W ogóle poznawanie facetów w internecie jest głupie. I nie biorę tego na poważnie, nie przywiązuję do tego większej uwagi i trzymam ogromny dystans. To tylko zabawa, sposób spędzenia wolnego czasu i troszkę zaspokojenie ciekawości. Zawsze zastanawiałam się jacy ludzie zakładają konta na takich portalach i co ich tam sprowadza, czy jedynie samotność, czy popędy fizyczne..Ale dosyć o tym. Pewnie wreszcie chcecie się dowiedzieć jak było:-). A więc…Nie wiem w ogóle co mnie pokusiło, żeby spotkać się z kimś kogo nie znam, nigdy nie zakładałam takiej możliwości. Ale..zaintrygował mnie ten chłopak, był troszkę inny niż pozostali, których tam spotykałam. Oryginalny:) A więc poszłam. I było bardzo sympatycznie. Poszliśmy na spacer i o dziwo naprawdę mieliśmy o czym rozmawiać, choć przecież się nie znamy. Fajnie, odprężyłam się troszkę. Miłe spotkanie i mała odmiana od szarej rzeczywistości. Jednak okazało się, że jest ode mnie troszkę młodszy, student. Mimo to fajnie się rozmawiało. Sprawiał wrażenie inteligentnego, kulturalnego faceta. Przeciętna uroda, ale to akurat mi odpowiadało. Lubię  „normalnych” facetów. A spotykałam się z wieloma przystojnymi chłopakami, to nigdy nie wychodziło. A. także był przystojny. Męski. I to również nie wyszło…No ale wracając do tematu. Fajnie spędziłam czas, odprowadził mnie do domu i wobec mojej teorii, że w internecie są sami psychopaci i desperaci to było miłe zaskoczenie. Hmm..jednak po wczorajszej telefonicznej rozmowie okazało się, że chłopak ma troszkę inne myślenie i poglądy na sprawy damsko- męskie. Chciałby wszystkiego teraz i już. Uważa, że nie ma na co czekać, że jeśli dwoje ludzi się sobie na wzajem podoba trzeba „przyśpieszyć tempo”. A ja jestem ostrożna. Nie lubię się śpieszyć. Z A. śpieszyliśmy się i to bardzo. Po trzech miesiącach zamieszkaliśmy razem…Bez sensu ( czy każdego faceta będę teraz porównywać do A.?). W miłości pośpiech nie jest dobrym doradcą. Jeśli mamy być razem, do wszystkiego trzeba podchodzić pomału. Swoje wzajemne tajemnice odkrywać krok po kroku….Więc nie spotkam się z nim już. Temat skończony, nie ma sensu marnować czasu na coś co i tak nie wyjdzie. Nie miałam z resztą co do tej znajomości żadnych nadziei, w końcu to „chłopak z internetu”. Nie wiem czy wierzę w taki sposób na znalezienie tej drugiej połowy…A Wy? Jak myślicie?:-)

Wczoraj troszkę wrzuciłam na luz w gronie rodziny, a dziś leniuchowa niedziela:-) Ah…obiecałam, że wrzucę ten rysunek, który stworzyłam kilka dni temu:-) No dobrze, niech będzie pięknym zakończeniem dzisiejszego wpisu, odzwierciedla troszkę sytuację w mojej głowie. Papa trzymajcie się! :-)

 

Opublikowano Miłość, Przemyślenia, Życie, Życie codzienne | Otagowano , , , , , , , , , | 5 komentarzy

Be my bloody Valentine!..:)

Podobno w Walentynki ludzie popełniają najwięcej samobójstw.

Ale nie martwcie się, mi to nie grozi:) Nie jestem ani smutna, ani przygnębiona, nie płaczę, ani nie wspominam. Nie jestem stereotypową singielką, która rozpacza w ten dzień na widok par trzymających się za ręce. Dzień jak co dzień. Wstałam rano, poszłam na zakupy i spacer. Miasto jest dziś szare, jak zwykle, poza kilkoma sprzedawcami kwiatów i czerwonymi balonami w kształcie serduszek przywiązanymi przy wejściu do pizzerii,  restauracji, lodowiska. Mimo to, jest to piękny dzień. Budzi w ludziach uczucia, przypomina im o tych, o których na co dzień zdarza się zapomnieć. I choć przeciwnicy uważają, że kochać powinno się co dzień, myślę że walentynki to świetna alternatywa dla tych, którzy nie mają czasu na miłość. Są zabiegani, mają dzieci, pracę, a weekendami padają na kanapach jak muchy ze zmęczenia zamiast zabrać swoją ukochaną żonę do kina, czy na kolację;) Poniekąd walentynki do czegoś zobowiązują jeśli ma się obok tą drugą połówkę. I są okazją do tego by pobyć razem, by na chwilę zapomnieć o wszystkich problemach i codziennej rutynie. By jeszcze raz poczuć się jak zakochani nastolatkowie, mający gdzieś wszystko prócz swojej miłości;)

Kochani! Uwierzcie, że nie szukam miłości na siłę. To prawda, piszę o niej dużo, o uczuciach, o związkach, samotności. Ale nic podobnego to nie oznacza. Nikt nie chce być sam, to prawda, ale dramatyczne poszukiwania nie są w moim stylu. Po historii z A., stałam się rozsądna, ostrożna i zrównoważona. Spotkałam kilka chłopaków od czasu rozstania i każdego z nich odepchnęłam od siebie, nie byłam gotowa i nadal nie jestem na nowy związek. Nie myślę o tym jak o konieczności, która powinna nadejść jak najszybciej. Chcę odpocząć, dojść do siebie i pobyć troszkę sama ze sobą. Jestem jednak niepoprawną romantyczką i będę marzyć, układać pany tej wielkiej miłości, którą spotyka się jedynie w filmach.

Moje plany na dziś?…Kupiłam wino. Miałam zamiar spędzić ten dzień przy kieliszku dobrego wina i dobrym filmie. Czemu single nie mają świętować?:) Plany jednak trochę się pokrzyżowały. Pojawiła się perspektywa ‚randki’. Dużo by opowiadać! Więc może powiem Wam tylko tyle, że nigdy nie widziałam tego chłopaka i nie wiem czy zdecyduję się na to spotkanie. Każdy mnie namawia: „idź, chociaż nie będziesz dzisiaj sama”..Ale czy naprawdę mi na tym zależy? Hmmm…Zauważyłam, że w takie dni jak dziś ludzie mają chorobliwą tendencję do organizowania sobie czasu, oby tylko nie spędzić walentynek samotnie. To trochę zabawne;) Nagle odzywają się do mnie ludzie z propozycjami spotkania jakby od tego zależało ich życie! Nigdy w ten sposób do tego nie podchodziłam, ale to ciekawe. Ten strach przed samotnością…Hmm…No dobrze, wszystkim zakochanym życzę dużo szczęścia, a wszystkim samotnym rozsądku:) To że jesteście sami, nie znaczy, że ten dzień nie jest dla Was;) Nie musicie czuć się z tego powodu gorzej, bardziej samotnie. Dużo uśmiechu dla Was wszystkich!  :-D

 

Opublikowano Miłość, Przemyślenia, Życie, Życie codzienne | Otagowano , , , , , , , , , | 5 komentarzy

Nie zamykaj się na życie.

„Jeśli jest wspaniała, nie będzie łatwa,

Jeśli jest łatwa, nie będzie wspaniała, 

Jeśli jest tego warta, nie poddasz się,

Jeśli się poddasz, nie jesteś jej wart..

 

Prawda jest taka, że każda osoba  Cię zrani, dlatego musisz znaleźć taką, która jest warta tego cierpienia.” B.M.

Deszczowy dzień. Smutny dość. Samotny, mimo spotkania z dziewczynami z grupy. To nie moje towarzystwo. Nie da mnie. Zakochane, mające stałych facetów od kilku lat. Nie zazdroszczę, tu nie chodzi o zazdrość. O fakt. O zobowiązania, kontrolę i szczerze…chyba nie chciałabym znów ulec takiej kontroli. Co chwila telefon, sms…gdzie jesteś, za ile wracasz, zapomniałam jak to może być męczące, a za razem jak fajnie jest mieć świadomość, że ktoś czeka, martwi się, myśli o Tobie. Hmm…Chyba jednak jestem skazana na samotność:) W piątek jest impreza w rytmach reggae w studenckim klubie. W piątek. Wtedy, gdy każda z nich będzie spędzała wieczór ze swoim facetem:) Jak zwykle nie mam z kim wyjść, trudno. Nie będę z tego powodu rozpaczać, już się do tego przyzwyczaiłam. Mam nadzieję, że ten wieczór będzie wyjątkowy dla wszystkich, którzy mają z kim go dzielić i wszystkim zakochanym tego życzę;)

Znalazłam dziś ten cytat przypadkiem. I wiecie co…chyba coś w tym jest. Każdy człowiek rani. Ale czy z tego powodu mamy zamykać się w sobie, zamykać się przed światem ?…Mimo kolejnych cierpień i upokorzeń doznawanych z rąk ludzi, wciąż brniemy w nowe związki, przyjaźnie, czy zwyczajne znajomości…Wciąż mamy nadzieję, że tym razem będzie inaczej. Że tym razem będzie na zawsze. Jesteśmy istotami stadnymi, nie ma co ukrywać:) Potrzebujemy ciepła, miłości, uczucia, zrozumienia, współczucia, rozmowy, bycia, poczucia, że ta osoba jest i że my jesteśmy dla niej. Bez tego życie nie ma sensu…Czyż nie..? Sens odnajdujemy w drugim człowieku, w jego zapachu, oddechu, dotyku, w jego ustach, oczach i dłoniach. I zniesiemy wszystkie cierpienia, by choć przez chwilę poczuć się potrzebnym. Poczuć się kochanym.

Pozdrawiam Was ciepło. Trzymajcie się i pamiętajcie, żeby nie rezygnewać ze swojego życia, mimo to że kiedyś ktoś troszkę w nim namieszał ;)

Opublikowano Miłość, Przemyślenia, Życie, Życie codzienne | Otagowano , , , , , , , , , , , | 3 komentarzy

Czy można umrzeć na katar?…

Przekleństwo! Tak długo już nie chorowałam, że zapomniałam jak to jest być przykutą do łóżka przez bóle wszystkich mięśni, tkanek, komórek..Bolą mnie nawet włosy!:P Dobrze przynajmniej, że to choróbsko dopadło mnie teraz, a nie podczas zaliczeń, przynajmniej mam na nie czas. I jest poniekąd usprawiedliwieniem wylegiwania się w łóżku całymi dniami..:) Naprawdę jest kiepsko, prawie nie mówię, nie mogę oddychać, ruszać się. Ale dam radę, to tylko grypa- nie z takimi rzeczami dawałam sobie w życiu radę! Mimo to co zaszkodziło by mamie, gdyby pozwoliła mi się kurować w spokoju, wyszła z psem na spacer, czy podała gorącą herbatę do łóżka…W zamian za to mam pobudkę o siódmej rano : „Pies chce na dwór!!”. No i to by było na tyle. Nie oczekuję żadnej pomocy. Mała jak zwykle jest rozbiegana, więc muszę zapinać ją na smycz by załatwiła czym prędzej swoje potrzeby i wracała ze mną do łóżka. Ona też musi się troszkę przemęczyć. Ale jak tylko wyzdrowieję i zrobi się cieplej- wynagrodzę jej to;) Wczoraj uległam temu proszącemu spojrzeniu, poszłyśmy do parku i jak zwykle wróciłam w przemoczonych butach, dziś już nie mogłam wstać z łóżka..Ale czego nie robi się dla miłości!:)

A więc walentynki spędzę romantycznie…w łóżku. Niestety zamiast z boską kopią Brada Pitta, jedynie z grypą;) W końcu…nawet jeśli byłabym zdrowa spędziłabym je samotnie, a Brad Pitt w cale nie jest w moim typie, więc nie ma czego żałować:) No może urządzę sobie takie pojedyncze walentynki z butelką czerwonego wina i dobrą muzyką…Oooo tak:) To jest to czego mi teraz trzeba! Dobry plan;) Mam nadzieję, że Wasze będą o wiele bardziej atrakcyjne.

Trzymajcie się i nie zapominajcie by brać z życia jak najwięcej, lecę dokończyć nowy rysunek. Jak skończę, pokażę:) Niech będzie On dedykacją dla zmarłego wczoraj w nocy wykładowcy języka angielskiego, którego w ciągu jednego semestru niestety nie miałam okazji poznać bliżej, ale był to najbardziej spontaniczny, wesoły, uśmiechnięty, pozytywny człowiek jakiego w życiu dane było mi spotkać. Zaczynać z Nim zajęcia w poniedziałek rano to było tak, jakby wstrzyknąć sobie zapas endorfin na cały tydzień..Szkoda, że tacy ludzie odchodzą przedwcześnie.

Opublikowano Przemyślenia, Życie, Życie codzienne | Otagowano , , , , , , , , , , , | 1 komentarz

Ja i Ona.

Rodzinka. Jak z obrazka. Od kilku dni nie wychodzę z pokoju. Czasem mam wrażenie, że spędzę tu całe swoje życie..Nie chcę spędzać z Nimi czasu, nie chce mi się ich słuchać, rozmawiać. O czym? Jeśli nie ma o czym..Jesteśmy tak różni..Tylko mój brat jest w tej rodzinie idealny, synek mamusi. No i jej facet, który jest w porządku…kiedy na horyzoncie nie ma mojego brata. Dwulicowe stworzenie. Na co dzień zachowuje się jak mój kumpel, a kiedy P. się pojawia za wszelką cenę chce pokazać Mu, że ma do mnie taki stosunek jak On. Czyli, że jestem gówniarą, której nie bierze się na poważnie. Bo w końcu jestem najmłodsza. I zawsze będę, nawet jeśli będę miała 40 lat. Zawsze będę gówniarą, która nie ma prawa pyskować. Ale ja im jeszcze pokaże, kiedyś nadejdzie taki dzień, wszystko się rozwiąże. Udowodnię im, że to ja do czegoś w życiu doszłam, to ja zdobyłam w życiu coś, może nawet będę szczęśliwa…A Oni zostaną z tym swoim prześmiewczym tonem gdzieś daleko z tyłu. I będą prosić o pomoc, o tą samą której ja nie otrzymałam nigdy. Nawet jeśli o nią prosiłam. Zawsze wypominają, wdeptują w ziemię. Jedyne czego chcą to bym była zależna, bym była gorsza, błagała o pomoc. Ale słowa „proszę” nie usłyszą ode mnie nigdy. Czasem chciałabym tak jak Carrie White spalić to wszystko i pokazać im kto ma siłę i godność. Ale nie jestem psychopatką. Jestem dziewczyną pozostawioną sobie samej w świecie pełnym jadowitych, obślizgłych gadów. Kąsają, spychają wciąż na boczny tor. Tylko mama uważa, że jestem jej kochanym dzieckiem. Co z tego jeśli pozwala im na to wszystko. Co z tego jeśli sama dopuszcza do takich sytuacji, skoro nie rozumie, nie słucha, nie pyta…Nie okazuje czułości. Jest żywicielką rodziny. Tyle. Wymaga. Wciąż wymaga…I jest tak samo dwulicowa jak oni wszyscy. Chyba nigdy nie czułam się tak samotna jak teraz, jak w ostatnim czasie. Zrozumiałam, dotarło do mnie to, że ja naprawdę jestem sama jak palec. Nie mam znajomych, rodziny nie interesuję, nie mam nikogo. NIKOGO. Gdyby nie ten blog, Wy..pewnie bym zwariowała. Wszyscy odchodzą. Odchodzą ode mnie. Jeden za drugim…Jedyna „koleżanka”, którą miałam także odchodzi czuję to. Kiedyś spotykałyśmy się czasem, pisałyśmy każdego dnia…A teraz odchodzi. Kolejna osoba. Nie mam zamiaru nikogo zatrzymywać. Każdy ma swoje życie, po co mu w nim taka histeryczka jak ja. Kiedyś mnie to bardzo bolało. Nie mogłam pogodzić się z samotnością. Ale teraz czuję, że podałam jej rękę. Że zrozumiałam swoją karmę. Obejmuje ona cztery ściany mojego pokoju i odgłosy stukania w klawiaturę komputera. Niech będzie. Niech samotność stanie się moją siostrą. Może nawet trochę ją lubię..W końcu…Jesteśmy jednością.

I jak śpiewał Rysiek Riedel…

„Sa­mot­ność to ta­ka straszna trwo­ga, ogar­nia mnie, prze­nika mnie”…

Opublikowano Przemyślenia, Rodzina, Życie, Życie codzienne | Otagowano , , , , , , , , , , | 7 komentarzy

Szukam Cię.

Wstałam z łóżka, zrobiłam makijaż. Wyjątkowy. By poczuć się atrakcyjna, by poczuć, że jeszcze mam w sobie „to coś”. To co we mnie pokochał. Wzięłam psa na smycz i zamknęłam za sobą drzwi. Spacer. To coś, czego było mi dziś trzeba. Krążyłam z małą po mieście, patrzyłam na mijające mnie twarze. Szukałam Go w nich. Nie znalazłam.

Pod Urzędem Miasta dziś była wystawa zabytkowych aut, która jest powtarzana w mieście co jakiś czas. Fascynowało Go to. Często chodziliśmy oglądać maszyny z Jego marzeń. Mówił do mnie zawsze: „Spójrz, taką pojedziemy do ślubu”. A ja śmiałam się w głos, otulona przez Jego spojrzenie. Mnie to nie pociągało. Samochód jak samochód, jak każdy inny.

I mimo tych wszystkich wspomnień poczułam się wolna. Pierwszy raz poczułam się wolna. Pomyślałam…Jestem tu z moją czworonożną przyjaciółką i jestem wolna. Od kłamstwa, od obowiązku sprawowania pieczy nad Nim i Jego chorobą. Wcale za Nim nie tęsknię. Poważnie. Nie tęsknię za Nim. Tęsknie za miłością, którą mi dawał, za byciem kochaną. Może lepiej bym zniosła to rozstanie, pewnie tak gdybym nie była w życiu taka samotna. Gdybym miała się do kogo wygadać, przytulić, czy po prostu mieć kogoś kto będzie ze mną milczał. On był taką osobą. Był wszystkim co miałam i rzeczywiście, kiedy odszedł zostałam sama. Sama ze sobą. Podarował mi to czego nigdy nie miałam, a potem odebrał jednym gestem. Teraz nie mam już nic. Jestem zdana na siebie. I to jest przyczyną tęsknoty. Nie On i Jego ciągłe wahania nastroju, którymi raczył mnie przez te dwa lata. Nie Jego wielmożna osoba. Jedynie brak miłości. Muszę przestać wciąż poszukiwać Go wśród obcych ludzi na ulicy, wśród drzew w parku, wśród aut i ulicznych lamp. To koniec.

 

Opublikowano Miłość, Przemyślenia, Życie, Życie codzienne | Otagowano , , , , , , , | 5 komentarzy

Zwyciężyłam.

Wariatka, wariatka, wariatka..Ale chyba każdy czasem wariuje co?..Zwariowałam i zwariuje pewnie jeszcze nie raz. Pewnie jeszcze nie raz będą przychodzić mi do głowy głupie myśli pozbawione racjonalizmu. Taka natura. Ale wiecie co zrozumiałam…? Że takie dni muszą nadchodzić, takie wahania muszą mieć miejsce by umacniać mnie w mojej sile. Wczorajsze załamanie było ważną lekcją, a zarazem próbą. Którą przetrwałam, pomyślnie:) Nie odezwałam się, nie napisałam, nie dałam mu satysfakcji i nie pozwoliłam, by nade mną zwyciężył. Dałam radę! Po raz kolejny dałam radę…Z każdym takim upadkiem i podniesieniem się czuję, że jestem silniejsza, że zbliżam się do celu. A ten cel w końcu nadejdzie- zapomnę o tym co czuję.

Trafiłam na świetny artykuł wczoraj w sieci, wpisując puste hasła w przeglądarkę będąc w amoku tęsknoty i niepowstrzymanej chęci odezwania się do Niego. „Masz ochotę odezwać się do EKS? Przeczytaj, zanim zadzwonisz lub napiszesz sms-a…” – kilka prostych zasad- co zrobić, by nie oszaleć i nie podjąć kroku, którego pewnie będziemy żałować. Oczywiście oprócz uświadomienia sobie po co tak naprawdę chcesz zadzwonić, znalezienia oparcia w przyjaciółce można tam wyczytać wiele fajnych i nie banalnych rad np. zmień nazwę jego kontaktu w telefonie na prosty komunikat typu „opamiętaj się” lub „jesteś tego pewna?”. Dobrym sposobem też wykonywanie czynności nie pozwalających nam myśleć o danej osobie lub po prostu zajęcie rąk w ten sposób byśmy nie miały okazji wziąć do nich telefonu ;-)  Może to głupie i dziecinne- porady z internetu, ale przeczytanie tego artykułu wywołało we mnie natychmiastową reakcję. Przecież jestem jedną z tysiąca kobiet porzuconych, zranionych, oszukanych. Nie jestem jedyna, która tęskni, płacze i wariuje na punkcie faceta, który nie zasługuje nawet na pół wylanej łzy. Weź się za siebie i zrób coś z tym! Jesteś kobietą, a ta nazwa niesie za sobą pewną odpowiedzialność…Tak, jestem kobietą, mam swoją godność i będę o nią walczyć. Nie pozwolę się zmanipulować po raz kolejny. O nie…A więc zgodnie z poradami znalazłam zajęcie odrywające mnie od myślenia. Choć może to nie jest najlepszy pomysł na zabijanie wolnego czasu..to przecież tylko zabawa:-) Coś muszę robić, a jeśli to w jakiś sposób mnie zajmuje, czemu nie? Jestem na tyle rozsądna i odpowiedzialna, że potrafię rozdzielić zabawę od poważnych posunięć, prawdziwe życie od wirtualnego. I choć nigdy nie szukałam „wirtualnych znajomych”, nie angażowałam się w nic podobnego, a wręcz śmiałam się z osób, które posuwają się do takich kroków muszę  stwierdzić, że to całkiem zabawne :-) Ale dajmy temu spokój.

Semestr oficjalnie zaliczony pięknym gestem- piątką z socjologii:) A tak się bałam tego kolokwium…Jednak jestem mądrym człowiekiem i na tym powinnam się teraz skupić- na rozwijaniu siebie. A nie na głupotach, żalach i marnowaniu czasu na myślenie o Nim. Biorę się za naukę rysunku. W końcu tak mi tego brakowało..

P.S. Podsyłam wspomniany wyżej artykuł, może Was zainteresuje, natchnie lub zwyczajnie rozbawi;)

http://www.papilot.pl/psychologia/16972/Masz-ochote-odezwac-sie-do-EKS-Przeczytaj-zanim-zadzownisz-lub-napiszesz-smsa.html#galleryimage

Opublikowano Miłość, Przemyślenia, Życie, Życie codzienne | Otagowano , , , , , , , , , , , , , | 3 komentarzy

Beznadziejnie.

Dałam radę, zaliczyłam ostatnie kolokwium, którego obawiałam się najbardziej. Wyników w sumie jeszcze nie ma, ale wiem że poszło mi dobrze. A więc dwa tygodnie wolnego. Co mam zrobić z tym czasem? Miałam tyle planów, które teraz jakoś nie sprawiają mi satysfakcji. Czuję się jak ptaszek wypuszczony z klatki, którego wolność przytłoczyła do tego stopnia, że nie wie co zrobić ze swoim życiem. Czuję pustkę, brak celu. Samotność.

Myśli kłócą się ze sobą, próbuję zapomnieć, wyrzucić Go jak najdalej z mojej głowy. Ale one wciąż wracają. Nie mogę tak po prostu żyć dalej. Nie daję rady. Kobieta to naiwne i słabe stworzenie. Jej siła jest wielka, jeśli tylko nie chodzi o faceta. A mnie nachodzą ostatnio złowieszcze myśli. Odezwać się? Ja? Pierwsza…w życiu. Z drugiej strony, rozwiałoby to moje wątpliwości, sytuacja stałaby się przejrzysta..A może wręcz przeciwnie? Nie mogę przecież tak po prostu napisać: Cześć, co u Ciebie? . Nie, to nie jest dobry pomysł. W ogóle kontakt z Nim w jakikolwiek sposób nie jest dobrym pomysłem. To On powinien zrobić pierwszy krok, nie ja. Ale gdybym tak sprowokowała Go do tego kontaktu? Jestem beznadziejna. Beznadziejnie żałosna…Po co mi to..? Jednak to nie daje mi spokoju.  A może by tak spakować walizki, wyjechać…? Może to jest dobry plan! Już sama nie wiem..Wciąż w głowie krąży jedna myśl: Wykombinuj coś, spraw by odezwał się, sprowokuj Go do tego…Mam nawet pomysł jak, a nawet dwa pomysły. Jeden lepszy od drugiego..hmm. To bez sensu, i tak  od razu domyśli się, że to marna prowokacja, cokolwiek bym nie zrobiła..Żałosne, ja jestem żałosna. Jak zwykle, chcę narzucać się komuś kto w cale tego nie chce, nie interesuje się mną ani moim życiem. Co ja mam ze sobą zrobić?!

Opublikowano Miłość, Przemyślenia, Życie, Życie codzienne | Otagowano , , , , , , , , , , , | 4 komentarzy

Mail zaufania :-)

Oczywiście powinnam się teraz uczyć, w czwartek ostatnie zaliczenie i zarazem najtrudniejsze. A może nie taki diabeł straszny…? Mam nadzieję:) Źle się dzisiaj czuję, to odchudzanie chyba nie wychodzi mi na dobre. Wlewanie w siebie litrów wody też nie. Ja jestem osobą, która po prostu lubi jeść dobre rzeczy i tego nie zmienię. W sumie…Po co katować się dietami, po co marnować na nie życie..? Ale jeszcze trochę, wytrzymam:)

Huśtawki nastroju znów mnie nawiedzają, nie lubię ich. Wyzwalają tak skrajne emocje, prowokują do myślenia tak abstrakcyjnego..I zatruwają codzienne życie, ale nie o mnie dziś. I nie o moich chorych nastrojach. W końcu nie jestem tu jedyna, każdy z nas ma problemy. A tutaj zrobiło się tak monotematycznie…Każdy z nas zmaga się z własnymi życiowymi dramatami, niektóre z nich są wręcz drastyczne. Każdy zasługuje na współczucie, wsparcie i pomoc. Lub zwyczajnie- rozmowę, ciepłe słowo. I choć sytuacja każdego z nas jest inna, nieporównywalna- staram się zawsze zrozumieć, wejść w skórę innych i przejąć choć trochę bólu. Taka jestem, problemy innych nie spływają po mnie, lecz zawsze zostają gdzieś głęboko w myślach, sercu, odczuwaniu. Nie jestem psychologiem, specjalistą d.s. życia, nie chcę nikomu odpowiadać na pytania, na które sama często nie znam odpowiedzi. Nie powinnam tego robić skoro sama nie potrafię poradzić sobie z własnym życiem. Nie powinnam narzucać nikomu własnego zdania na tematy, o których nie mam pojęcia, nie powinnam wypowiadać się w sytuacjach, których nigdy nie doświadczyłam. I nie mam zamiaru tego robić. Ale sama w sobie rozmowa, poczucie że ktoś jest po drugiej stronie, że Twoje słowa go obchodzą, że przejmuje się Twoim życiem- to pomaga. I pozwala zrozumieć samego siebie, odkryć w sobie dobro. Po to tu między innymi jesteśmy, żeby pomagać sobie wzajemnie, wspierać się, jednoczyć w trudnych chwilach. Dlatego ja tu jestem. Nie tylko po to, by wylewać swoje żale. Jestem dla siebie, ale i dla Was. Wiem, że są tu osoby, które tej pomocy potrzebują, ja sama jestem jedną z nich i niejednokrotnie tą pomoc otrzymałam, więc udostępniam mój e- mail stworzony  właśnie po to by służył nam wzajemnie. Jeśli ktoś z Was czuje, że potrzebuje rozmowy, wygadania się, wsparcia, jeśli ktoś ma jakiekolwiek, wątpliwości, pytania, lub czuje się po prostu samotny- znajdziecie mnie tam, a ja na pewno odpowiem. Jest to znacznie bliższe i bardziej bezpośrednie źródło kontaktu, ale może czasem właśnie tego nam potrzeba. Więc w razie potrzeby piszcie: alex_01@vp.pl . Niech to będzie nasza prywatna gorąca linia, lub jak wolicie- mail zaufania ;-) A to nawet ładniej brzmi ;-) Naturalnie o poufność martwić się nie musicie. W sumie nie znamy się, a z reguły to ułatwia porozumienie. Tak to już jest, że obcej osobie łatwiej powierzyć swoje tajemnice, smutki i cierpienie. Chyba dlatego, że mamy pewność, że ta osoba nie będzie nas osądzać, a więc nie zrani, nie zada nam bólu, czyż nie?

Na co dzień maila znajdziecie w zakładkach po prawej stronie.

Pozdrawiam!

 

Opublikowano Przemyślenia, Życie, Życie codzienne | Otagowano , , , , , , , , , | 2 komentarzy